27.07
2017

NASZ ŚLUB

Dodane przez Kobiece Atelier.

Dnia 17 czerwca 2017 roku, po pięciu latach związku, wyszłam za mąż za mojego najlepszego przyjaciela...



 

Brzmi nieco banalnie, ale jest faktem. Bo tak to już jest z przyjaźnią, że czasem macie ochotę się podusić we śnie, ale nie wyobrażacie sobie, co będzie dalej, bez tej drugiej osoby. Wiecie o sobie już wszystko, ale wciąż nie możecie się nagadać. Możecie na siebie liczyć. Ufacie sobie. A jak wspomniana przyjaźń zachodzi między kobietą a mężczyną i dodamy do tego odrobinę chemii, to kończy się ślubem :D Ale powiedziałam, co nie?! ;-)

 

Tak czy siak: zrobił mnie w balona! Tzn... oświadczył mi się w balonie! Oboje mamy lęk wysokości, więc to była taka mała przyjacielska złośliwość :) Półtora roku później udało mi się, z nieocenioną pomocą mojej świadkowej, zorganizować najlepszą imprezę, na jakiej oboje byliśmy :) A to było tak:

 

 

Załozenia były proste: nie chcieliśmy dużego wesela, nie wyobrazaliśmy sobie też tańców do białego rana w rytmach disco ani pieczonego świniaka czy bram, dziadów i innych tego typu atrakcji. Nie krytykujemy, po prostu to nie w naszym stylu. Rodzina i znajomi, których zaprosiliśmy garstkę najbliższych, na hasło "skromne przyjęcie bez tańców" rzucali nam złowrogie spojrzenia pełne obaw i niepokoju ;-) Ale ja już wtedy miałam ASA w rękawie i pomysł, jak im to wynagrodzić: jednak to była niespodzianka! :)

  

Zaczęło się od wybrania lokalu, kościoła, muzyki i fotografa - tak, tak, to było najważniejsze!

 

 

 

Ceremonia zaślubin odbyła się w przepięknym kościele Św. Bernarda w Sopocie - urokliwa świątynia z ogrodem zimowym :)

Całość uświetniła oprawa muzyczna w wykonaniu 30-osobowego chóru mieszanego... 

Mszę celebrował zaprzyjaźniony proboszcz, który kompletnie położył kazanie :D Jednak nie tylko my się stresowaliśmy! :)  

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Lokal był oczywisty od dłuższego czasu i była to słynna Tłusta Kaczka w Gdyni. Niegdyś jako fotograf trafiłam tam na ślub moich Klientów i zauroczyłam się w tym miejscu, a niesamowita obsługa wywarła na mnie wrażenie. Gdy spróbowałam obiadu, już wiedziałam, że tam wrócę!

 

Strona internetowa tej restauracji to w moim mniemaniu nieporozumienie w stosunku do oferowanej jakości, smaków, profesjonalnej obsługi czy pięknego wystroju i położenia. Goście byli wprost zachwyceni oryginalnym menu, a manager stanął na wysokości zadania i wraz z wykwalifikowanym zespołem czytali nam w myślach w kwestii organizacji i obsługi - klasa i niebo w gębie. Oczywiście zaserwowaliśmy kaczkę! :) No i ten tort typu naked-cake... Mistrzostwo swiata! :)

 

 

Natomiast kolacja to już totalna zmiana klimatu: grill i białe namioty, taras i rollbar z piwkiem :)

Całość umilał pianista, a także koncert zespołu DuoAcoustic - gitarowo, rockowo, na wysokim poziomie coverowania! Moje czułe uszy były zachwycone, ale to tez była sprawdzona lokata: poznałam ich jako fotograf na zleceniu w Sheratonie :)   

 

Niestety, nie mam jak Wam pokazac tarasu ani namiotów, na które wydaliśmy sporo pieniążków. Ani nawet robionych przeze mnie ręcznie ozdób na stół, ani... - ech, no nasza pani fotograf, którą obdarzyłam ogromnym zaufaniem, zawiodła. I zeby bylo jasne: nie podam tu ani jej nazwiska, ani nie bede zaglebiać sie w szczegóły. Wszystko, co miałam do zarzucenia, opisałam w mailu - pani miala wiele dróg i mozliwosci, by nas zadowolić, jednak urwała z nami kontakt. Plener sie nie odbędzie. Dodam jeszcze, ze wiele zdjec, które otrzymalismy, jest PRZEPIĘKNYCH, chce to bardzo podkreślić, jednak ich jakosc oraz braki wielu elementów reportazu nie pozwalają nam reklamowac naszej pani fotograf :( Tak bardzo mi zalezalo na zdjeciach i nie chcialam na nich oszczędzac, jednak mimo spotkań i ustalen, nasz materiał znacznie odbiega od portfolio i nie zobaczycie tego na facebooku ani tutaj - nie jest moim celem kompromitowanie czy oczernianie kogokolwiek. Pozostaje nam cieszyc sie z tego, co mamy... Choć rozżalenie jest wielkie.

Planowanie i organizacja ślubu to logistyka na wielką skalę. Nie wszystko poszło zgodnie z planem: paznokcie ostatecznie musiałam zrobić sobie sama, bo pani profesjonalistka nie chciala wykonac manicure zgodnie z moimi sugestiami, fryzura to była porażka (właściciel salonu, któtego nazwy tez publicznie nie wymienie, jest już taka gwiazda, ze nie musi stawiac sie w dniu slubu na zleceniu - tydzień przed zostawia mnie swojej pracownicy... - zero "przepraszam" czy "pocaluj mnie w dupe") - tak sie teraz robi biznesy ;) Nie mówiac juz o tym, ze jego fryzura rozleciała mi sie po 4 godzinach SIEDZENIA :) Czujecie to? :) Wiec nie ma tego zlego, co by na dobre nie wyszlo, bo jego pracownica uczesala mnie o niebo lepiej niz szanowny szefo ;) No i firma od zaproszeń i winietek... Zero odzewu na moje wiadomosci az do tej pory :) Na szczescie inna firma wykonała winietki na cito - i dobrze, bo były fantastyczne! :) A były to probówki z herbatą mandarynkową wraz z przyczepioną karteczka, ale uwaga - nie z nazwiskiem tylko tym, co sądzimy o kazdym naszym gościu :)  Zatem, dziewczyny, pamietajcie: nerwy na wodzy - widocznie tak ma byc! :) I to tyle z narzekania, juz wiecej nic nie mowie, bo nie ma co po - NIC nie zepsulo tego dnia, ktory przeszedł nasze najsmielsze oczkiwania i byl cudowny!!! 


Po ślubie przez wiele dni odbieraliśmy telefony od gości, którzy pozostawali pod wpływem dobrej energii oraz komplementowali nasz dzień. 99% z nich nigdy wcześniej nie uczestniczyła w przyjęciu bez tańców, a mimo to uwazali, ze to imprezowo najlepsze, co ich spotkalo :) Serce rosło, gdy słuchaliśmy komplemetów co do poziomu menu, organizacji, kosciola, obslugi kelnerskiej, ozdób, miejsca czy muzyki. Ale chyba najwiekszą atrakcją - poza nami! haha :) - był standup znajomego (i byc moze znanego Wam z Mam Talent) iluzjonisty - Pana Li. Poniżej kilka fotosów - mozecie sobie tylko wybrazic, co tam sie działo! :) 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Przejdźmy teraz do tego, co tygryski lubią najbardziej: SUKNIA ŚLUBNA :)



Moją, krótszą z przodu i odsłaniającą nogi, suknie ślubną uszyto na zamówienie w Warszawie. Jeden z klasycznych modeli rodem z lat 50' (oryginalnie nawet nie biały: link) atelier krawieckiego o wdzięcznej nazwie Szyjemy Sukienki mieszczącego się w przeuroczej warszawskiej kamienicy został przerobiony wg mojego pomysłu i sugestii mojej przyjaciółki; m.in. wzbogacony o jakże przydatne i praktyczne kieszenie :) Uszycie sukni na wymiar, takiej, jaką chcę od początku do końca, jak to sobie wymyśliłam i tak, żebym czuła się świetnie, udało się od razu! :) Pomijając pasek, który musiałam potem doszywać sama, a potem jeszcze odpadł podczas przygotowań... ;-) Ale reasumując: czułam się świetnie i nietuzinkowo - a na co dzień rzadko można mnie zobaczyć w jakiejkolwiek sukience. Byłam sobą! :)

Do swojej stylizacji dodałam retro żakiet z wielkimi guzikami w kolorze szmaragdowej zieleni - bo właśnie taki kolor wybrałam jako nasz kolor przewodni. Takiej barwy były też moje klipsy do butów, pasek, poszetki dla Pana Młodego, świadka i obu ojców, a takze muszki. Te dodatki wykonała na zamówienie bezbłędna firma Coquet

Szmaragdowa zieleń pojawiła się też w mojej biżuterii. Długie kolczyki robione ręcznie na zamówienie przez April Workshop z kryształków Swarovskiego oraz japońskich koralików Toho lub Miyuki plus bransoletka i pierścionek z limitowanej kolekcji SelfieJewellery. Naszyjnik był "czymś starym": złoty łańcuszek Kruk i... zaadaptowany przeze mnie na wisiorek kolczyk z wyprzedaży za kilka złotych :) Klasyczne białe lakierki na niedużym obcasie odmieniłam klipsami z takiego samego materiału jak dodatki Pana Młodego i z identycznymi koralikami jak na kolczykach :)

Kolejna rzecz na zamówienie to podwiązka od Perłowe Podwiązki Hand made. 

Jak wiecie do slubu malowalam sie sama :)

Bukiet byl skromny i tak jak korsarz swiadkowej wykonany z gipsówki.  

 

 

 

Na szczególna uwage zasługują chyba moje perfumy... Zaprojektowałam je sama w Mo61 PerfumeLab w Warszawie i nazwałam Kobiece Atelier! :) W moim zapachu głównymi nutami są cytrusy (grejfrut, mandarynka, bergamotka) oraz papaja i oud, czyli żywica agarowa. Jeśli chcecie miec własne perfumy, to polecam - ceny wahają sie miedzy 200 a 400 zl :) 


Zerknijcie w galerii na zdjecia dodatków, moze cos Was zainspiruje! :)


Strona, którą teraz oglądasz używa ciasteczek. Wykorzystywane one są do poprawnego działania rozszerzeń społecznościowych (np. dodatki Facebooka) oraz do badania ruchu na stronie (GoogleAnalytics), a także do zapamiętania ustawień dotyczących tej informacji. Jeśli nie chcesz się zgodzić na takie ich wykorzystywanie, możesz zablokować możliwość ich używania w ustawieniach swojej przeglądarki internetowej.
[zgadzam się na wykorzystywanie ciasteczek przez tą stronę]