19.11
2017

Moje ulubione kosmetyki pielęgnujące

Dodane przez Kobiece Atelier.

Dziś chcę opowiedzieć Wam o marce kosmetyków, która ostatnimi czasy zagościła w mojej łazience, torebce i... sercu.


Dowiedziałam się o jej istnieniu od mojej cudnej Przyjaciółki, która obdarowała mnie produktami L'Occitane, a ja je pokochałam i teraz chce podzielić się tym dobrem z Wami.


L'Occitane to francuska marka produkująca naturalne kosmetyki, czerpiąca inspiracje z regionu Prowansji. Jej historia sięga 1976 roku, jednego dwudziestokilkulatka, Oliviera Baussana, który własnoręcznie pozyskiwane specyfiki sprzedawał na lokalnym targu. Dziś to ponad 100 badaczy, 11 laboratoriów i 300 naturalnych, opatentowanych składników.

WAŻNE! Firma prowadzi politykę przyjazną środowisku, ekologii, ludziom, lokalnym społecznościom i zwierzętom: opakowania pochodzące i trafiające z powrotem do recyklingu, prężnie działająca fundacja (np. walka z chorobami wzroku czy pomoc po klęskach żywiołowych), rozsądny transport, produkty w formie eko-uzupełnień, jak najmniej szkodliwe tworzywa opakowań, wsparcie dla lokalnych rolników (produkcja odbywa się na terenie Francji i stamtąd też czerpane są surowce) i, co dla mnie osobiście najważniejsze: całkowity brak testów na zwierzętach, nawet w Chinach (Chiny decyzją tamtejszego rządu nie respektują postanowień PETA czy BUAV i testują kosmetyki na zwierzętach)! L'Occitane edukuje i aktywnie promuje alternatywne rozwiązania dla takich testów.

„Dziewczyna z Oksytanii” (fr. L'Occitane) to produkty z całkowicie wyeliminowanymi parabenami (konserwanty). Ilość silikonów została ograniczona do max 5% objętości - nie są stosowane te podejrzane o toksyczność, a firma wciąż pracuje nad alternatywą roślinną.

 

 

Wszystko, co powyżej, sprawia, że kosmetyki tej francuskiej marki są wysokiej jakości, a to niestety troszkę kosztuje. Uważam jednak, że warto zainwestować np. w dobry krem do twarzy: bez chemii, wydajny, przyjemny w użytkowaniu. To samo tyczy się pozostałych produktów. Czasem produkty ekskluzywne, ze znanych sieciowych perfumerii, są dużo droższe od prezentowanych dziś przeze mnie, a mają w sobie tyle chemii, że zastanawiam się, czy święcę w nocy... Ale mąż nic nie mówi ;-) O filozofii tych firm nastawionych na bezkompromisowy zysk nie mówiąc. Miałam przyjemność używać wielu marek z wyższych półek, np. Chanel, Guerlain, Estee Lauder, La Prairie, Lancome, Clarins, Sisley, Shiseido, Clinique, Sensai... itp., które mnie zapychały czy uczulały albo nie czyniły nic, kosztując przy tym kilka stów..., a także tych uchodzących za naturalne jak The Body Shop, Origins czy Kiehl's. Mimo, iż te ostatnie także były drogie i mówiąc w skrócie OK, to jednak nie zachwyciły mnie tak jak L'Occitane. W L'Occitane zauroczyła mnie także szata wizualna, czyli przepiękne, kobiece i subtelne opakowania, w tym urocze miniaturki na podróż czy do torebki.
 

L'Occitane to kilkanaście kolekcji o różnych właściwościach i zapachach. Myślę, że każdy znajdzie tu coś dla siebie.

Poniżej przedstawię Wam to, co już przetestowałam:

 

Twarz: Moja skóra jest normalna w kierunku do suchej, mimo rozszerzonych porów na środku przy nosie – potrzebuje silnego nawilżenia, niestety wiele treściwych kremów mnie kompletnie zapycha. Propozycja marki w zakresie skóry twarzy to aż kilka odrębnych tematycznych linii, z których każda jest przeznaczona do innych potrzeb cery i każda zawiera komplet produktów: od tych do demakijażu, jak żele, mleczka, pianki czy olejki, przez peelingi i tonizację, aż po kremy, serum, maski i mgiełki. Są to linie takie jak na przykład:

 

  • upiększająca Peonia, która ma dodawać witalności i rozpromieniać – na mnie niestety nie działa...

  • odżywcza i przeciwstarzeniowa seria Divine, która jest dla mnie zbyt ciężka i mnie zapycha, nie wchłania się

  • drogocenna linia młodości Immortelle – odmładzająca, wygładzająca i ujędrniająca – uwielbiam tonizującą wodę esencjonalną tej serii, która nie zawiera alkoholu, usuwa resztki po demakijażu, przywraca ph, zmiękcza i pomaga skórze wchłaniać aktywne składniki z kremu oraz lekki krem pod oczy. Jako panikująca trzydziestolatka :) zauważyłam optyczne wygładzenie mimicznych linii w okolicach oczu i na czole. Krem błyskawicznie się wchłania i jest idealny także pod makijaż. Woda to koszt rzędu 80 zł, a krem pod oczy 155 zł. Olejek do demakijażu z tej serii (ok 90 zł) niestety trochę mnie wysusza

  • nawilżająca, odżywcza i ochronna z wysokiej klasy afrykańskim masłem Shea: upodobałam sobie szczególnie lekki i kojący krem-masło do twarzy z tym odżywczym składnikiem o stężeniu 5% (bogatszy zawiera aż 25% czystego masła Shea i jest dla mnie za ciężki). Krem ten jest bardzo wydajny i kosztuje 140 zł za 50 ml. Jest nietłusty, szybko się wchłania, dobry pod makijaż. Skóra po nim jest miękka, uczucie komfortu odczuwam jeszcze następnego dnia po użyciu, krem chroni przed czynnikami zewnętrznymi, a shea jest produkowane ręcznie w Burkina Faso i bogate w kwas omega 6 i keratynę. Myślę, że ten krem będzie odpowiedni, aby rozpocząć swą przygodę z marką L'Occitane, bo będzie odpowiadał największej liczbie osób: zarówno cerom suchym jak i normalnym czy wrażliwym. Uwaga: mogą go używać także dzieci i mężczyźni, czyli taka trochę kultowa Nivea dla całej rodziny, ale naturalna, bardziej ekskluzywna i ekologicznie produkowana z poszanowaniem praw człowieka i zwierząt!

 

Ciało i włosy: Mimo, że L'Occitane ma swoje serie szamponów, masek i odżywek, to ja mam już swoje ukochane naturalne szampony i odżywki do włosów innej marki, ale jeśli chodzi o ciało, to jestem leniwcem i wymagam, by balsam wchłaniał się błyskawicznie, żebym zaraz potem mogła się ubrać i wyjść, a także by łagodził podrażnienia po depilacji i pięknie pachniał, najlepiej jeszcze następnego dnia... No i dobrze, jeśli będzie naturalny. Za dużo wymagam? Nie od L'Occitane :)

W pielęgnowaniu ciała marka oddaje w nasze ręce ponownie kilka różnych kompletnych linii, a w każdej z nich żele pod prysznic i do kąpieli, balsamy, koncentraty, peelingi, mydła, a nawet perfumy. Mamy do wyboru kolekcje uzupełniające te do twarzy, jak te z masłem Shea czy Peonią, a także całkiem odmienne: cudną, pięknie pachnącą z ujędrniającym, nawilżającym i odżywczym migdałem; perfumowaną z orchideą; rozświetlającą z kwiatem wiśni; jedną z pierwszych w kolekcji marki z lawendą; rozjaśniającą Reine Blanche; orzeźwiającą i nawilżającą z różą i czerwonymi jagodami, po której moja skóra jest mięciutka jeszcze następnego dnia; cytrusową i najmniej lubianą przeze mnie werbenę i inne.

Cenowo będzie to średnia półka: przedział od 80 zł za żel pod prysznic, przez 100, 150 aż po 200 zł za skoncentrowany balsam do ciała 200 ml.

Dłonie: W niemal każdej linii L'Occitane znajdziemy kremy do rąk. Jako osoba, która bez przerwy dezynfekuje dłonie podczas pracy jako wizażystka, tym samym je wysuszając i niszcząc, nie wyobrażam sobie już mojej torebki bez uroczych miniaturek tych wspaniałych kremów. Duże tuby kosztują 100 zł, ale te małe możemy kupić po 30-35 zł i cieszyć się częstą zmianą zapachów i właściwości :)

Marka oferuje wiele opakowań podróżnych swoich produktów, a miniaturki często dostajemy do zakupów :) Mamy też do dyspozycji kolekcje męskie.

Podsumowując: jest w czym wybierać, a markowe salony są po prostu przepiękne! Wystrój wnętrz, oświetlenie... Cicho, przytulnie i kolorowo. Pachnąco! Czuję się tam o wiele lepiej niż we wspomnianych znanych sieciowych perfumeriach, a zakupy sprawiają mi po prostu przyjemność. Niegdyś salony takie jak L'Occitane mnie onieśmielały, bo jak można się domyślać od progu czuć było luksus, czyli wysokie ceny, ale naprawdę polecam Wam chociaż wejsc i sie rozejrzeć, powąchać, napisać list do św. Mikołaja... :) Taka inwestycja na pewno się Wam zwróci - lepiej kupić jeden dobry krem niż 3 średnie, które nie będą działać. Bo trzeba czytać składy! Składy, a nie marketingowe obietnice producenta. Ja tez musiałam do tego dojrzeć. Nie każdy produkt L'Occitane zdobył moje serce, bo to niemożliwe, ale zdecydowana większość jest ekstra i sprawia, że używając ich czuję się lepiej i lepiej wyglądam, a potwierdzają to moje Klientki, które ostatnimi czasy często komplementują moją skórę, określając ją jako zadbaną i rozpromienioną, a nawet młodszą niż jest w rzeczywistości. Przypominam, że jeżdżę do Was najczęściej z odrobiną podkładu, różem i rozświetlaczem na policzkach i... to tyle :) Dziewczyny, czasem warto podarować sobie odrobinę luksusu. Mówię serio, nikt mi za to nie zapłacił ;-)

PS Ach, jeszcze coś. Wiecie, jaki jest najlepszy krem świata?? To ten stosowany REGULARNIE!!! Bez względu na markę i cenę! Amen! 

Strona, którą teraz oglądasz używa ciasteczek. Wykorzystywane one są do poprawnego działania rozszerzeń społecznościowych (np. dodatki Facebooka) oraz do badania ruchu na stronie (GoogleAnalytics), a także do zapamiętania ustawień dotyczących tej informacji. Jeśli nie chcesz się zgodzić na takie ich wykorzystywanie, możesz zablokować możliwość ich używania w ustawieniach swojej przeglądarki internetowej.
[zgadzam się na wykorzystywanie ciasteczek przez tą stronę]