21.07
2017

MOJ slubny make up! :)

Dodane przez Kobiece Atelier.


Wymuskany, planowany miesiącami, niezwykle oryginalny... 


...miał być ;) ale wyszło całkiem odwrotnie :D

Kurcze no, co tu dużo mówić. Poszłam w klasykę. Miałam ambitne plany, miałam poćwiczyć, porobić sobie próbne... Ale jak to mówią: szewc bez butów chodzi. Tak, sama malowałam się do ślubu. Mówili mi, że nie dam rady, że bede sie stresować. Tymczasem gdy wróciłam od fryzjera, otworzyłam swój kufer wizażysty i... umalowałam się :) Na spontanie. Serio, tworzyłam swój make up, improwizując, nie miałam nawet wybranej wcześniej pomadki... Świadkowa - świadkiem :) Zwyczajnie zaufałam sobie i swoim sprawdzonym kosmetykom, co też polecam zawsze swoim klientkom :) A teraz do rzeczy:

 


Mój japon bez makijażu!!! O matko, matko... 

No co "matko"?! Nie ma tragedii. Są tylko przebarwienia, rozszerzone pory, zaczerwienienia i kilku nieproszonych gości. Serio, to taka tragedia? Dziewczyny... DZIEWCZYNY! Ogarnijcie się! :) Czasem macie tak piękne cery, a narzekacie... Widzę klinetki, które mają wręcz idealne buzie, ale marudzą, zwyczajnie grzeszą, krytykując swoje buzie. Zastanawiam się wtedy, czy to kokieteria, a ja mam zaprzeczać i komplementować, czy one faktycznie mają takie kompleksy czy też widzą siebie w krzywym zwierciadle. A może po prostu grzeszą, bo nie widziały tego, co ja. Takich problemów skórnych, dermatologicznych i hormonalnych, blizn... jakie ja widywałam... I dlatego narzekają. Więc apeluję: lubcie siebie. Naprawdę niektóre babki są biedne i mają przechlapane, doceniajmy to, co mamy od natury!!! No. To rzekłam.

 

Postaram się Wam podlinkować użyte kosmetyki - czyli klikamy w wymienony w tekscie i podkreślony kosmetyk po najechaniu mychą :)  



Jako bazy pod makijaż użyłam maseczki rozświetlającej Clarins. Lubię używać jej jako bazy, bo jest lepka, podkład idealnie się na niej trzyma, a twarz jest rozpromieniona. Jako maseczka czy krem samodzielnie natomiast średnio mi służy, raz nawet wywołała lekkie pieczenie... Mam skórę normalną w kierunku suchej / wrażliwej.  

 

 

 

 

Podkład, a właściwie dwa: Inglot HD oraz DIOR SkinStar, rozprowadziłam wilgotnym beautyblenderem. Zmieszałam je na paletce.

Pierwszy pozwolił na ukrycie niedoskonałości, a jego struktura jest dostosowana do technologii HD wykorzystywanej przez profesjonalne aparaty i kamery. W sam raz do zdjęć, natomiast na co dzień zbyt ciężki i matowy jak dla mnie.

Dlatego połączyłam go z Diorem, który nadaje twarzy promiennego wyglądu, wygładza, rozświetla i sprawia, że zamiast maski mamy drugą, ładniejszą skórę na buzi. Jednak samodzielnie jest cienki, potrafi zebrać się w porach i je podkreślić, prawie wcale nie kryje...

Wobec tego już rozumiecie, skąd to połączenie: wzięłam z obu to, co najlepsze, uzyskując podkład idealny :) 

 

 

 

 
Jako bazy pod cienie używam... kremowego kamuflażu marki Affect :) Kiedyś Wam go już polecałam. Jest nie do zdarcia, a jego idealnie porcelanowy kolor V-0001 fantastycznie rozjaśnia powieki, stanowiąc świetne podbicie kolorów cieni :) Tylko nie można nakładać go za dużo i trzeba dobrze utrwalić, żeby się nie zbierał w załamaniach!

 

Pod oczy nałożyłam odrobinę wodoodpornego korektora Catrice

 

No i teraz hicior :) Pudrowanie twarzy :) Na co dzień kompletnie nie uzywam sypkich pudrów, ponieważ jak wspomniałam mam tendencję do przesuszania się, wiec niemal każdy puder pozostawia u mnie uczucie suchości i dyskomfortu. Ale ma to też swoje plusy, bo się nie świecę w ciągu dnia :) Jednak jak powszechnie wiadomo, trwały makijaż musi być... utrwalony :) A więc także przypudrowany. Osobom, które podobnie jak ja mają cerę normalną / suchą polecam sypki puder ze Smashboxa. To podobno minerał, ale kto go tam wie: fakt jest taki, że jako jedyny mnie nie wysusza. Jednak w dniu ślubu postanowiłam użyć czegoś o większej mocy utrwalenia: mojej autorskiej mieszanki trzech pudrów, której używam z powodzeniem na klientkach :) Na zdjęciu możecie zauważyć, jak bardzo puder ten wygładza pory i niweluje pozostałe niedoskonałości, których nie wyrównał podkład. Efekt zacny, przyznacie? :) A ta mieszanka jest oparta na bazie sypkiego pudru japońskiej marki Kanebo Sensai. Niesamowicie jedwabisty, miałki, drobniutki, wygładzający... mniam :) Moja mieszanka ma lekko bananowy odcień, co dodatkowo niweluje zaczerwienienia.  

 

 

 

 

Na foto widać różnicę przed i po przypudrowaniu: zwróćcie też uwagę na cienie pod oczami :) Fotoszop w pędzelku :) 

 

No to nadeszła pora na oczy. Na tak przygotowanej twarzy możemy stworzyć teraz dowolną kompozycję kolorów i kształtów. Na moich oczach, przy ich budowie i lekko opadających powiekach, nie mogę pozwolić sobie na wszystko, ale jest kilka sposobów, by pozwolić sobie na wiele :) Przede wszystkim chciałam Was wszystkich oszukać :) i podnieść sobie optycznie moje oczy, wiecie taki lifting. No i oczywiście je powiększyc. Aby tego dokonać, musiałam zaznaczyć załamanie powieki i wyciągnąć je cieniowaniem nieco wyżej, niż faktycznie ono jest. Na zdjęciach widać wyraźnie, jak odnajduję kość oczodołu i rozcieram lekkim brązem "kawa z mlekiem" wszystko ku brwiom. Na wewnętrzny kącik nałożyłam czystą, matową biel. Tak samo pod łuk brwiowy. 

 

 

 

Gdy już oszustwo się dokonało, a moja opadająca powieka została ukryta, podkreśliłam dolą powiekę, dosyć grubo, czekoladowym brązem wymieszanym z ciemnym, śliwkowym fioletem. Wszystko w macie. Ociepliłam nieco wcześniejsze cieniowanie załamania powieki delikatną brzoskwinią. Wszystko roztarłam, aby kolory delikatnie się przenikały jeden w drugi. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Pozostało przyciemnienie zewnętrzego kącika oka mieszanką ciemnego brązu i śliwki oraz mój ulubiony trik przy makijażach ślubnych,

czyli rozświetlenie wewnętrzego kącika - niesamowicie ożywia to spojrzenie!

Uwielbiam to! 




 

 

 

 

  

No to lecimy z kreską. Jak klasyka, to klasyka.

 

Planowałam doklejenie sztucznych rzęs, bo moje są dość proste i mało co je widać. Dlatego kreska jest słusznym woborem, bo pięknie maskuje linię doklejenia rzęs. Poprowadziłam ją od wewnętrzego kącika, po całości i wyciągnełam w kierunku końca brwi.

 

Starajcie się zawsze, aby Wasza kreska była przedłuzeniem dolnej powieki, aby nie opadała zbyt nisko i nie "zasmucała oka. Ja moją przesunęłam minimalnie niżej dolnej lini wodnej, aby ominać problematyczne miejsce zgięcia powieki, natomiast grubsze dolne cieniowanie powieki sprawiło, że wszystko wyglądało poprawnie i nie obciążało oka :) 

 

Jeśli chodzi o użyte przeze mnie cienie do powiek, to była to moja kolekcja z Inglota, w samodzielnie skomponowanej palecie magnetycznej.

 

 

 

 

 

Do rozświetlenia wewnętrzego kącika użyłam pigmentu sypkiego MAC w kolorze szampana / wanilii. Uwielbiam go! A kreskę wykonałam moim ulubionym eyelinerem w słoiczku marki Maybelline.  

 

 

 

A teraz cos, co za każdym razem wprawia mnie w osłupienie, mimo że przez 10 lat umalowałam już kilkaset kobiet!

BRWI!

To niesamowite, jak wielką różnicę one robią. Jak zmieniają nasz wygląd, wyraz twarzy, rysy... Wiecie, że niektóre panie po odpowiednim umalowaniu brwi stają się milsze i weselsze? Oczywiście wizualnie :) 

Ja w tym sezonie katuję bez przerwy pomadę z Inglota i jestem nią zachwycona. Jest długotrwała, ma przyjemną konsystencję, wielką gamę kolorystyczną i przyjemnie się aplikuje. Można nią zrobić zarówno mocny, jak i delikatny rysunek brwi. 

Zerknijcie na foto jak umalowana brew wzniosła ten makijaż na wyższy poziom. To tylko pomada! Żadnego żelu! A tu takie podkreślenie i uporządkowanie włosków :) WOW, co nie? :) 

 

Na zdjęciu na tym etapie mam już doklejone sztuczne rzęsy. Zdecydowałam się na moje ukochane Ardell, model DemiWispies. Są wykonane z naturalnego włosia, są elastyczne, lekkie, miekkie i w ogóle nie czuje się ich na oczach, jeśli się je dobrze przyklei. Ja je zazwyczaj przycinam, bo są szerokie, wówczas idealnie podkreślają moje oko. Są lekko wywinięte, więc efekt jest wart zachodu :) 

 

 

 

 

 

Wykonturowałam twarz produktami Inglota (również moja własna kompozycja w palecie), na policzki mój ulubiony róż MAC SpringSheen, jako rozświetlacz drogeryjny hicior w odcieniu złota, czyli Wibo :) Przyszedł czas na usta...

 

Z ustami zawsze na dwoje babka wróżyła. Albo uzyskamy naturalny efekt, nawilżający, niewyczuwalny na ustach, ale niestety chwilowy... albo musimy zdecydować się na intensywniejsze kolory w mocno napigmentowanych pomadkach płynnych, najczęsciej matowych. Poza naszym gustem i samopoczuciem oraz preferencjami znaczenie przy wyborze odpowiedniego produktu do ust ma też ich kondycja. Wszystko, co matowe i mocne, a zatem długotrwałe, niestety podkreśli suche skórki i z warg uczyni nieestetyczną skorupę. Usta będą ściągnięte, nieapetyczne, wraz z suchymi skórkami odlecą nam płatki koloru :( 

 

Dlatego warto przed spodziewanym wyjściem mocno nawilżać wargi oraz je... peelingować :) 

 

Ja zdecydowałam się na to, co sama polecam często moim klientkom na wesela czy śluby: warte swojej ceny płynne, matowe pomadki Golden Rose. Zmieszałam ze sobą dwa kolory. Tak czy inaczej większość produktów do ust utrzyma się na nich dopóki nie zjemy czegoś tłustego - ale uwierzcie mi, w dniu ślubu to przestaje mieć znaczenie pod wpływem wydarzęń, wrażeń i emocji :) 

 

 

 

 

Wychodzi na to, że makijaż dobiegł końca. Jestem gotowa. Oczywiście pozostaje jeszcze kwestia utrwalenia, a jest na to kilka sposobów. Jednym z nich są fixery w sprayu. Dla mnie niezastąpiony w tej materii był i jest Kryolan. To produkt charakteryzatorski i telewizyjny, absolutnie nie macie prawa używać go na co dzień! Zabraniam! :) Serio. Zniszczycie sobie buzię. Ale na wielke okazje jest niezastąpiony. Teraz, gdy już wszystko Wam zdradzilam i wszystko wiecie, wpadniecie jeszcze kiedyś do mnie na make up? :) 

 

Strona, którą teraz oglądasz używa ciasteczek. Wykorzystywane one są do poprawnego działania rozszerzeń społecznościowych (np. dodatki Facebooka) oraz do badania ruchu na stronie (GoogleAnalytics), a także do zapamiętania ustawień dotyczących tej informacji. Jeśli nie chcesz się zgodzić na takie ich wykorzystywanie, możesz zablokować możliwość ich używania w ustawieniach swojej przeglądarki internetowej.
[zgadzam się na wykorzystywanie ciasteczek przez tą stronę]